sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 18

Przy boku anioła


Kiedy wszyscy bawili się na dole, Justyna z Louisem udali się do pokoju chłopaka. Usiedli sobie na łóżku. Chcieli w końcu spędzić czas razem, rozmawiać prosto w cztery oczy i już więcej się nie okłamywać. Justyna nie chciała się do tego przyznawać, ale każdego dnia coraz bardziej zakochiwała się w Tomlinsonie. Myślała, że to tylko iluzja, ale na jego widok poprawiał się jej humor. Nie wiedziała co się z nią dzieję, nigdy się tak nie czuła, nawet przy Sebastianie. Louis cały czas myślał, że ona udaje, lecz wcale tak nie było. Naprawdę zaczęła coś do niego czuć.

- To twoja gitara – pokazała na instrument stojący w rogu pomieszczenia. Miała ona brązowy kolor, a na boku miała wyryty napis „Muzyka jest moim życiem”. Wyglądała na nową, jakby nie była prawie używana.

- Niestety nie, ona jest Nialla. Wsadził mi ją do pokoju, ponieważ u siebie ma za mało miejsca. Ale uwierz, wcale tak nie jest – zaśmiał się Lou, udając się w stronę owego przedmiotu.

- Mogłabym zagrać na niej.

Zaproponowała szatynka, która patrzyła się jak zbity pies na chłopaka. Dawno nie czuła tego dotyku strun, które za każdym dotknięciem wydobywają z siebie jakiś dźwięk.

- Proszę – wziął do ręki gitarę i podał ją Justynie, a następnie usiadł sobie tuż obok niej. Chciał usłyszeć jak gra, powolną melodię piosenki.

Po zagraniu paru akordów zaczęła śpiewać, błądząc spojrzeniem po całym pokoju, a czasem patrząc się prosto na Louisa, który przysłuchiwał się jej.

 Twoje piękne oczy są utkwione w moich

Czasami myślę o tobie późno w nocy

Nie wiem czemu

Chcę być gdziekolwiek, gdzie ty jesteś

Chcę być tam gdzie…

Jesteś ty

Twoje oczy parzą głęboko w moje

Kochanie, sprawiasz, że latam

Moje serce nigdy przedtem tak się nie czuło

Patrzę poprzez twoje

Patrzę poprzez twoje oczy

- Jak ty śpiewasz. Masz taki wielki talent, aż brak mi słów – skomentował Lou, kiedy dziewczyna skończyła śpiewać. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, nigdy nie usłyszała czegoś takiego od chłopaka. Czuła się jakby naprawdę miała talent.

- Nie musisz żartować i tak to nic nie da. Nigdy chyba nie słyszałeś takiego wycia, aż się nie da wytrzymać – odniosła gitarę na miejsce i usiadła z powrotem obok Louisa.

- Wcale nie żartuje. Wiele bym dał, żeby zaśpiewać z tobą. Nie mówię tego, tylko dlatego, że mi się podobasz, ale dlatego, że twój głos jest nieziemski. Zobaczysz, że jeszcze kiedyś będziemy razem na tej samej scenie.

- Już to sobie wyobrażam. – zaśmiała się w stronę chłopaka, a on odwzajemnił jej uśmiechem.

Siedzieli blisko siebie, jej głowa opierała się o jego ramię. Czuła każdy jego oddech i słuchała jego słów, które wypowiada. Opowiadał o tym, jak się spotkał po raz pierwszy  z chłopakami i jak występował w X Factorze, każde wspomnienie było dla niego bardzo miłe oraz sprawiające, że czuł się jeszcze bardziej szczęśliwy. Przez przyjaźń z nimi, zespół, który mają wspólnie, jest najsławniejszy na całym świecie, a każda dziewczyna nie może  oprzeć się ich. Pomimo to, że są przystojni to mają wielki talent i śpiewają prawie jak anioły, które jakimś cudem znalazły się na ziemi. Justyna w czasie jego opowiadania zasnęła ze zmęczenia, była już bardzo późna godzina, a jej oczy same się zamykały. Louis również był bardzo wyczerpany, ale jak rozmawiał, wcale tego nie odczuwał. Nagle poczuł jak szatynka zsuwa się z jego miękkiego ramienia, spadając na jego kolana. Na widok śpiącej Justyny zaśmiał się cicho i położył ją wygodnie na swoim łóżku, okrywając ją swoją ciepłą kołdrą. Chłopak również położył się na niewielkim fotelu, chociaż leżał z nogami zgiętymi, to zasnął tak samo szybko jak dziewczyna, która już była w innym świecie, w którym wszystko zależało od niej i nic nie mogło skończyć się nie po jej myśli.


W domu było ciemno, wszystkie światła były zgaszone, a jedyne co było widać to małe oczy, które nie było wiadomo do kogo należały. Dwie dziewczynki leżały na łóżku i opowiadały sobie opowieści o duchach, czasami je udając, nagle usłyszały kogoś jęczenie. Spojrzały na siebie swoimi brązowymi, błyszczącymi oczętami i przerażone przykryły się kołdrą.

- Co to było? – zapytała ta młodsza z sióstr, która wierzyła jeszcze w duchy i czuła, że coś na nią poluje. Oczy miała zamknięte, nie chciała nic widzieć, chciała tylko, żeby to wszystko się skończyło.

Jednak brunetka siedząca tuż obok niej nic nie odpowiedziała. Objęła tylko ją ramieniem. A kiedy usłyszały jak coś rusza firanki oraz otwiera okno na oścież, zaczęły wydzierać się z całych sił. Ale nic z tego, nikogo nie było, ich rodzice pojechali do pracy i dopiero rano do domu wrócą. Chciały wyjść przez drzwi i uciec, jednak tą starszą dziewczynkę coś pociągnęło za nogę oraz zaczęło ciągnąć w stronę szafy. Jedyne co było słychać to wrzaski dzieci, które z każdą sekundą były coraz głośniejsze. Z ich oczu zaczęły płynąc łzy, nie wiedziały co mają robić. Kiedy to coś ją zostawiło, to już się ucieszyły, że to odeszło. Złapały się za ręce, kierując się w stronę wyjściowych drzwi, popatrzyły się za siebie, a kiedy wychodziły na zewnątrz przed ich oczami pojawiło się coś strasznego.

- Aaaa…!!! – zaczęła wydzierać się Nikola, która na widok potwora przestraszyła się. Miał on całą twarz zmasakrowaną, a jego ciało było pokryte  krwią. Nie posiadał jednej ręki, a prawe oko miał wydłubane. Wyglądał po prostu strasznie.

Dziewczyna była cały czas przytulona do Nialla, a obok nich siedzieli jeszcze Zayn, Liam i Harry. Bała się nawet spojrzeć na to co było pokazane na ekranie. Zakrywała oczy swoimi dłońmi. Namawiała chłopaków, żeby skończyli już to oglądać, gdyż bardzo się boi, ale oni jej nie słuchali, tylko dalej oglądali. A z każdą minutą ten film był coraz straszniejszy. Nie chciała sama iść gdziekolwiek, gdyż się bała, że jak nie będzie nikogo, to za nią może czyhać coś niebezpiecznego, więc wolała zostać i to oglądać w gronie przyjaciół. 

Kiedy na ekranie pojawiło się jeszcze raz to coś, co nawet nie można nazwać człowiekiem, złapała niechcący Zayna za dłoń, spojrzawszy na niego, od razu wzięła ją z powrotem. Od kiedy dowiedziała się o jego uczuciach, jeszcze z nim nie rozmawiała prosto w oczy. Kochała go, a każdy taki przypadkowy dotyk sprawiał, że czuła jakby byli jednością. Chciała o nim tak po prostu nie myśleć, ale nie mogła.

 

Budząc się Justyna zorientowała się, że jest sama w pomieszczeniu, pomyślała, że Louis już pewnie dawno wstał i zajada sobie coś smacznego. Na samą myśl o jedzeniu poczuła jak w jej brzuchu kiszki grają weselny marsz. Nagle za drzwi wyszedł szatyn o niebiesko-szarawych oczach, które zdradzały, że dopiero niedawno wstał. W ręku trzymał tacę, na której dziewczyna zobaczyła śniadanie. Przybliżając się do niej, podarował jej jedzenie, a Justyna była tak ucieszona, że pierwsze co zrobiła to złapała za widelec i zaczęła jeść to co było na talerzu. Usmażył dla niej jajecznicę, była ona taka jaką uwielbiała jeść. Nie wiedziała skąd, ale wiedział na co miała ochotę.

- To takie miłe z twojej strony, że przyniosłeś mi śniadanie do łóżka, nigdy w życiu nawet o takim czymś nie śniłam. Wiesz co, chyba za bardzo mnie rozpieszczasz – powiedziała przełykając zawartość swoich ust.

- Poczekaj, aż będziesz moją dziewczyną, wtedy to nie odpędzisz się ode mnie.

- Nawet mnie nie strasz. Już się boję na samą myśl. – zaśmiała się, popijając oranżadą, która znajdowała się w szklance, a obok niej znajdował się czerwony kwiatek, który postanowiła sobie zachować na pamiątkę. Louis wpiął go w jej włosy, komplementując ją przy tym, mówiąc, że wygląda pięknie i nawet bez tego kwiatka byłaby najpiękniejszą dziewczyną na tym małym świecie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz