środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 1

ŚWIAT BEZ JEDZENIA NIE ISTNIEJE


Dziewczyna o długich, lśniących, brązowych włosach obudziła się, otwierając swoje duże, niebieskie oczy, które przypominały dwa świecące diamenty. Obejrzała się przed siebie, a wszystko wydawało się inne. Nic nie przypominało jej poprzedniego pokoju. Nagle poczuła jak ktoś dotyka ją swoimi zimnymi palcami. Przeraziła się i zaczęła krzyczeć jak najgłośniej umiała. W pewnym momencie spod kołdry wyłoniła się twarz starszego od niej mężczyzny, który wyglądał na zaspanego.

Zeszła z łóżka i cofnęła się w stronę wielkiego okna, biorąc do ręki stojący na szafce brązowy posążek. Przestała krzyczeć, a z jej oczu zaczęły płynąć słone łzy.

- Co ty tu robisz? – powiedziała przerażonym głosem, patrząc się na jego niebiesko-szarawe oczy, które były skierowane prosto na nią.

- Jestem twoim chłopakiem - szatyn stanął na prostych nogach obok łóżka i zaczął się zbliżać w stronę przestraszonej Justyny. – Nie bój się mnie, nic ci przecież nie zrobię. Znamy się od dzieciństwa, nie pamiętasz? Byliśmy jak brat z siostrą, nigdy nie zdarzało się nam pokłócić. Pamiętasz to? To nie było tak dawno. Więc nie masz się czego obawiać – głaskał ją swoimi dłońmi po jej rozpuszczonych włosach i szeptał do ucha, żeby się uspokoiła oraz przestała płakać, ponieważ nic jej nie grozi przy nim.

Serce nastolatki zaczęło coraz szybciej bić, a oczy stawały się podpuchnięte od łez, które nie miały ochoty przestać spływać po jej różowych policzkach. Chłopak złapał ją za ręce i zaczął szarpać z całych sił.

- Zostaw mnie zboczeńcu! - dziewczyna chciała się wyrwać młodzieńcowi i wybiec z budynku, ale on był silniejszy od niej i nie pozwolił, żeby mogła uciec.

- Nie masz prawa tak do mnie mówić! – popchnął ją z całej siły na okno, ale nie przewidział, że rozbije szybę, a Justyna wyleci krzycząc „Pomocy!”.

 

Przerażona siedemnastolatka nie przestawała krzyczeć, nawet wtedy gdy otworzyła oczy. Serce biło jej najszybciej jak umiało, a  dłonie stawały się przepocone od stresu. Wszyscy się na nią patrzyli, jakby co dopiero wyszła z psychiatryka. Jednak po dziesięciu minutach jazdy samolotem, nikt już nie pamiętał o incydencje, który przerwał ciszę pasażerów.

- Oszalałaś kobieto! Smacznie sobie spałam, a ty zaczęłaś się drzeć jakbyś miała za chwilę stracić życie. Jeśli masz coś ważnego do powiedzenia, to powiedz teraz, bo mam ochotę skończyć swój miłosny sen, w którym nie ma ciebie! – zaczęła wkurzona młodsza siostra Justyny.

Jednak ona nic nie odpowiedziała, otwierając książkę, którą wzięła ze sobą do Londynu. Nie chciała kłócić się ze swoją siostrą, w ten wspaniały dzień, kiedy jej marzenie miało się spełnić. Żyła tym miastem i nie wyobrażała sobie, że cokolwiek może zepsuć jej pobyt z dala od wsi zabitej dechami, w której mieszkała. Nie miała tam przyjaciół, bo prawie każdy przeprowadził się z dala od tego miejsca. Rzadko kto tam przyjeżdżał, gdyż były złe warunki do życia, jednak nie przeszkodziło to dziewczyną do zrealizowania swoich snów, które właśnie teraz miały się spełnić.

Wychodząc z pojazdu nie mogły uwierzyć, że są w Londynie.  Udały się powolnym krokiem w stronę hotelu, mijając radosne twarze ludzi, którzy obdarowali je serdecznym uśmiechem. Zamieszkały one w skromnym ale przytulnym mieszkaniu z dwoma sypialniami oraz balkonem z pięknym widokiem na miasto. Walizki, które miały ze sobą włożyły obojętnie do pustej szafy, a później zmęczone po wyczerpującym locie  udały się do swoich  łóżek, odpływając w długim śnie. Chociaż chciały zwiedzić pierwszego dnia całe miasto, były zbyt wykończone, żeby chociażby  udać się do restauracji na kolacje.

 

Piątka popularnych przyjaciół biegła wzdłuż ulicy Victoria Embankment przed stadem fanek, które krzyczały „Kochamy was!”, chcąc poznać bliżej chłopaków. Zmęczeni biegiem członkowie One Direction przyspieszyli i zatrzymali jadący w ich kierunku autobus, do którego wsiedli gubiąc przy tym tłum fanek.

- Zrobiłem się głodny, ma ktoś przy sobie kanapkę? – zaczął narzekać blondyn, dla którego jedzenie było najważniejszą rzeczą na świecie.

Przyjaciele obdarzyli go zdziwionym spojrzeniem nie mogli uwierzyć, że Niall w takiej sytuacji myśli tylko o jedzeniu. A gdyby dopadły go fanki to pewnie, również prosiłby o drobny posiłek.

- Kto o zdrowym umyśle nosi przy sobie jedzenie! Pójdziemy do domu i wtedy sobie coś zjesz. Teraz siedź spokojnie na swoich czterech literach i nie narzekaj już więcej. Czy ty sobie nie zdajesz sprawy, że to co jesz dziennie mogłoby uratować życie nie jednej osobie. – Zaczął nauczać Nialla Liam, który był nazywany przez niektórych „ojcem zespołu”.

Niall popatrzył się na niego z skrzywioną miną, nie wiedząc co odpowiedzieć.

- Ale ja jestem po prostu głodny – Odparł zrezygnowany niebieskooki chłopak.

Kiedy dojeżdżali już na przystanek tuż obok budynku w którym mieszkali, podziękowali kierowcy za zatrzymanie się i wyszli z pojazdu. Pierwszą rzeczą jaką zrobił Niall było udanie się do lodówki oraz wyciągnięcie z niej czekoladowego serka. A chłopcy usiedli sobie wygodnie na kanapie włączając telewizor.  Na rozkaz Louisa  oglądali „Marchewkowe zombie 3”. W połowie filmu wszyscy rozeszli się  do swoich pokoi, oprócz Louisa, który oglądał z zaciekawieniem ciąg dalszy przygód marchewkowego zombie. 

****

I jak podoba wam się mój pierwszy rozdział?? Bardzo proszę o to, aby każdy kto przeczytał mój rozdział skomentował i wyraził swoją opinię. Dziękuje <3 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz